|
Księga Niezłych
Gości:: |
- Antek, ja nie wiem jak Twoja kobieta to kiedyś zniesie?!! Ten gnój w pokoju, to będzie nasza potworna porażka!!!
- Daj spokój, kurde, ona jest normalna.
- Jest? No właśnie. A właściwie jak ona ma na imię? - żenujące pytanie w założeniu cwaniacko podchytwytliwe z matczyną nadzieją uzyskania pojęcia. Czegokolwiek.
- Kordyliera
- ???
- Kordyliera
- Nie ma takiego imienia, jest Kordelia.
- Nie. Kordyliera, mówię.
- Nie ma, góry są. Imienia nie ma.
- Jest. Ona tak ma na imię.
- Pewnie, a jak zdrabniasz?
- Normalnie, Kurde.
hania 2012-03-10 02:54:11 skomentuj (1) nie ma Robka
Zrobił to pod swojemu. Można się było tego po nim spodziewać. Chyłkiem. Bez pytania, bez porozumienia, bez uprzedzenia. Nie licząc się z nikim. Zupełnie jakby życie było prywatną własnością do dyspozycji. A przecież razem z nim w Meksyku umarł czyjś kawałek bez znieczulenia. Jakim prawem?
Żył lekkim krokiem /modelował sushi w swojej maleńkiej kuchni tańcząc na palcach między szafkami/
jakby potężne ciało było tylko kostiumem, o którym zapomniał.
Nie rozumiem pustki. Próbował mnie nauczyć nurkowania w ciemnościach, ale nie wytrzymałam. Uwielbiał czarną głebię i stan kosmicznego zawieszenia bez góry dołu i kierunków.
Pewnie już połapałeś się w nicości, cholerny cwaniaku.
A ja się ciągle nie moge połapać w słowie nie ma.
I do końca życia nie zjem bezwiednie żadnej truskawki.
hania 2012-02-05 20:29:28 skomentuj (8) próba przystosowania Świat zwariował? Nie. Świat urodził się zwariowany. Dlatego tak zwane przystosowanie nie jest normalne.
O, i już lepiej.
hania 2011-10-04 23:42:17 skomentuj (8) Co jest naprawdę ważne, nie wiadomo. Ale można WYCZUĆ:) Raz przyniosła z podwórka malutkiego kocurka
Moja córka wieczorem zimowym
I poznałam z jej miny, że to członek rodziny
i czekają nas trudne rozmowy.
Już oddała mu serce, bowiem żył w poniewierce
- więc na pewno ma pchły i robaki!
Zaraz podrze fotele i firanki przemiele,
latem będzie polował na ptaki.
Koty brudzą w łazience, akłopotów jest więcej
Gdy się taki dziewczynką okaże.
Więc przyjęlam postawę, by wyjaśnić tę sprawę
I uprzedzić czym prędzej bieg zdarzeń.
W oczach mojej córeczki dwie paliły się świeczki
Gdy podniosła swój wzrok rozczochrany
I poczułam ukłucie kiedy widzisz uczucie
Tej prawdziwej, najwyższej odmiany.
Co komu po fotelach, gdy nie ma przyjaciela?
Tylko tego naprawdę się pragnie.
Kot walczył z dywanikiem. Uprzejmie go obsikał.
Wtedy wlaśnie poddałam się nagle.
hania 2011-09-22 01:20:10 skomentuj (6) bełkot nie bełkot Powiało banałem - licealista Stefan Gruszka oświadczył z kamienną twarzą, że: nie musi się uczyć, bo zostanie artystą rockowym.
Gdyby artysta wiedział jaką sztampę mi właśnie serwuje... Ale nie wiedział, pewny że obala mury.
Zatchnęłam się na to, by mu złośliwie ujawnić, jak wyświechtaną posłużył się frazą, ale zamiast tego zamilkłam, z podziwu.
Czas mi sie bowiem ukazał - jako obieg zamknięty.
Zmieniaja się tylko odtwórcy - a role powtarzają się nieubłaganie i nikt nie ma wpływu na ciągły upływ i przypływ.
Tak właśnie Gruszka MA mówic i myśleć. A ja mam z przyczajki pilnować, żeby się uczył. Takie mamy role.
A one zmieniają się zawrotnie szybko, powtarzają z zaskoczenia. Czasem trzeba być bardzo przytomnym, by aktualnie pobraną z kosmosu kwestię przytomnie zmodyfikować
Gdyby Gruszka w wieku lat 16 precyzyjnie planował przyszłość opartą na zdobytej wiedzy i umiejętnościach, powinnam się niepokoić, że gubi coś, co najbardziej bolesne, najkrótsze i bezcenne. Co znika pewnego dnia w oburzonym lustrze i nigdy nie wraca. Gruszka tego nie zmarnuje - będzie się z tym tłukł jak znam życie o wiele za boleśnie i o wiele za długo.
Aż w końcu zdany tylko na siebie, czegoś się nauczy.
A może mu się uda droga Redakcjo?
Może miałam te cudowne widzenie obiegu zamkniętego, żeby mój Gruszka wydoroślał w sam czas?
Może.
hania 2011-09-06 22:40:35 skomentuj (0) zdezorientowanie Życie jest bezsensowne i nie warte mycia zębów.
Jeśli nawet potrząśnie Tobą jak dziką czereśnią, to i tak zara umieści z powrotem. Na miejscu.
A odkryte w necie dwie wiadomości: zła i zła, podleją ci korzenie WC kaczką.
Ogłosili, że jest zdeklarowanym gejem i że się zaręczył z koleżanką. Czy można mieć gorszy dzień? W sensie ja.
Rozsypałam się na drobne.
Rozważam obie wiadomości, ważąc je uważnie na szalkach prawdopodobieństwa, podważam. Bezskutecznie. Nie wiadomo nawet które ze złów jest gorsze.
Mam chemię wąskotorową, ukierunkowną na mężczyzn sztywnie wyluzowanych /co może a nie musi być spowodowane ich nieatrakcyjnym nazwiskiem/, chudych, wysokich, niedostępnych i małogadatliwych. Zdecydowanie mogą mieć renifera na swetrze. Tym razem postanowiłam wyjść za mąż za Bobka. Filipa. Nie chodzi o żaden sweter.
Potwornie mnie wzruszają okolice jego uszu, jest młodszy od Firtha i Finesa i ma do mnie tylko cztery godziny Intercity przez Poznań.
Plan był prosty, a potrzebny tylko rozwód i Bobek - a jak postanowię coś, co nie jest pracą, to z reguły idę punkt po punkcie więc walizki latały w domu pod sufitem wieszcząc zmiany. Z pierwszą połową planu byłam w ogródku.
Ech, patrzeć sobie na to na żywca w wersji przestrzennej - jak połknąwszy kija rozcina słowa na sylaby, pulsując policzkiem w okolicy żuchwy i rzuca się za tobą do windy majtając teczką absolutnie zafiksowany na słowie "zaczekaj!"...
Oglądałam tylko Brzydulę (za to 3 razy) i nie znam go w bardziej skomplikowanych sytuacjach, ale te mnie rajcują do szaleństwa. Dlaczego? Nie wiadomo.
A tu Cios spadł oburęczny, ogłuszający, centralnie w obie skronie.
Ale w srodku w Czesiu mam taką szmacianą Hanię, co się nie zgadza na nokauty.
Z ciosów się podnosi, najsampierw na kolana. Ale zaraz potem prysznic i zęby umyte, jakby nigdy nic.
Pomyslała więc na prędce o Fleishmanie w ramach bufora - ani jego orientacja, ani zaręczyny nie walną z siłą wodospadu w mój salon z wielu powodów. A serial w porzo bardzo.
Niestety Alaska pełza u mnie z wolna przerywana czkawką, a doktorowi brakuje centymetrów i zdolności precyzyjnego wyrażania stanu emocji za pomocą żuchwy i teczki. Tak się nie da.
Dałam se spokój i rozpaczam, kto mi zabroni?
P.S.
Patrz wers pierwszy.
hania 2011-08-04 00:00:07 skomentuj (4) ach mój miły Augustynie, wszystko minie minie minie
Ma 16 lat, długie włosy, których nie czesze i wie lepiej.
A świat trochę jest żenujący.
NAJBARDZIEJ ŻENUJĄCA JEST MATKA - co nie przeszkadza prowadzić z nią miażdżacych konwersacji w drodze pod prysznic. Można też odbic sobie za wszystko kiedy myśli biedna, że śpiewa. Matka w formie zawstydzonej kupki śmierdzącej mazi to mała satysfakcja, ale zawsze.
Tak, to Stefan Gruszka.On sam. Gołym okiem widać, że przez ostanich parę lat wymieniły mu sie wszystkie komórki.
Nie zbiera już na moje auto, jest dowcipny, błyskotliwy, samolubny i piękny. Przysięgam. I tragicznie gupi. Ot piekny szablon zdrowego nastolatka. Ale jest jeszcze gorzej.
Chce żyć w komuniżmie, nie w komunie: w komuniżmie. Cierpieć, stać w kolejkach i walczyć drogą rockową. Jest wkurzony.
Że nie miałam szansy urodzic go wtedy - to co? Mogłam sobie wobec tego dac spokój! Zmusiłam go do życia bez idealów i gustu w czasach muzycznej i telewizyjnej papki, do lenistwa, bałaganiarstwa i przesiadywania w internecie - naucza w slipkach przy otwartej zmywarce.
I ma gówniarz rację.
Ponoć WSZYSCY koledzy w klasie i na obozie sportowym na Kaszubach są równie oburzeni. Dzięki Bogu nie na mnie. Na swoje matki - za postawienie w tej niszczącej sytuacji.
Faktycznie nie wiem jak inne, ale ja się gupio czuję i w sumie przepraszam.
W imieniu wszystkich.
A Hans mruczy, że norma -
podobno takich pretensji nie zaznały tylko matki... POWSTAŃCÓW.
To ja se chętnie zaznam.
W śpiewaniu i tak mi nie przeszkodzi.
NIKT.
PS
Zupełnie bez związku.
Z tego miejsca pragne podziekować swojemu rówieśnikowi /co do dnia/ - Szymonowi Majewskiemu,
że jest Idolem Łączącym Pokolenia i trzymającym przy zyciu setki Antków i ich mam.
Tutaj kwiaty, czekoladki i trąby.
Kurtyna się słania.
I nie chodzi o żadne urodzinym bo były dawno, ja tylko tak. Nie wolno?
hania 2011-07-28 03:49:23 skomentuj (3) he! Uległam. W końcu.
Zmieniłam nawyki żywieniowe! Wsztscy to robią. Trzeba jesc co trzy godziny. Dobra.
Towielkie ustępstwo z mojej strony. I jedyne.
Czekamy na efekty, ja i moje dzinsy.
Mmmmmmniam.
hania 2011-07-25 02:37:38 skomentuj (9) Promilem jestem... o
przywilejem motyla
fioła w dyni zapylać
czasem to krótka chwila
je
nie tyle, że się mylę
w dyni rządzą motyle
lato we mnie na chwile
dwie
słońce wraca na kaca
myśli w dyni obraca
wartko w palcach mi praca
wre
gdy rozumu nie staje
huczny motyli balet
nie ustaje tu wcale
nie
hania 2011-06-27 12:34:23 skomentuj (3) zmęczenie Nikt niczego ne obiecywał. Nie ma do kogo lecieć z pretensjami.
Szkoda. Nawet jeśli nie chcą Ci uznać reklamacji, to wzniecając roszczeniową dyskusję, doznajesz ulgi.
Ale nie było gwarancji.
A jak nie ma gwarancji, to z petycją można lecieć tylko do głupoty własnej, a to są dość jałowe pretensje.
I czasem się bardzo źle kończą.
O tym, że kiedyś znienacka życie zacznie nas męczyć niektórzy wiedzą z góry. Już w becie. Na nocniku planują. Wyznaczają sobie dalekosiężne cele. Potem działają po kolei, rozsądnie. Wiążą się powoli albo wcale, rozmanażają z rozwagą - ustawicznie kształcąc. Sieją gdzie trzeba, nawożą, podlewają, udeptują. Jesien jest dla nich czasem zbiorów, odcinają kupony, zbierają owoce. Zwalniają z uśmiechem.
Inni nie mają o tym wszystkim pojęcia, nagłe zmęczenie powala ich na łopatki, przygniata strachem.
Zamiast czasu zbiorów mają czas zapłaty.
Nie ma w wszkole przedmiotu Życie.
Czemu jedni rodzą sie z tą wiedzą,
a inni z nią umierają?
Chyba ze wszystkiego to jest najbardziej niesprawiedliwe.
hania 2011-06-21 14:42:46 skomentuj (4) lana środa Opróżniony w odpowiednim czasie i z odpowiedniej wysokości oczyszcza jak burza. Ożywia kolory i wyostrza kontury rzeczy i spraw - obmytych z iluzji, wyciętych z kontekstów. Przez ten jeden jedyny moment można zobaczyć świat takim jaki jest i w nim siebie na golasa. Nie mówię, ze to przyjemne i nie pragnę powtórzeń, ale Kubeł Zimnej Wody Na Łeb nie ma ceny. hania 2011-04-28 13:41:25 skomentuj (3) wiosna cmentarna Ha! Wróciłam z Poznania prosto na cmentarz. A z niego też wróciłam, gdyż jestem dzielna. Królująca tam eteryczna sucz we wianku kusi i zaprasza na spoczynek w słońcu. A ja nie jestem aż tak leniwa, umrę we wrześniu i niekoniecznie w tym roku. A na razie trza żyć. Po co? By zapierdalać*. Do Pozniania. Ewelina chwacko podśpiewuje, że "jak Czarniecki". Rugam ją niezwykle ostro, bo hymnu się nie podśpiewuje, a po drugie ja nie przez morze i niekoniecznie dla ojczyzny. A właściwie czemu on przez to morze? Szwedzki zabór tu był, nie w Szwecji. Czy się zmylam? Nie pytam Hansa bo na pewno odpowie, a ja nie muszę wszystkiego wiedzieć. Nastepną razą rzucę się przez to morze, bo każda droga do Poznania jest lepsza niż ta nr 5. Hetman dobrze wiedział co robi i ciężko to nazwać bohaterstwem, bohaterowie jeżdżą piątką. A tak w ogóle to stoję wyciągnięta na palcach i wyglądam z czarnej dziury dwoma kaprawymi oczami na świat, a ziemia obsypuje mnie się do nosa. Jednak wiadomo już, że jakoś to będzie. * niestety, nie znam innego słowa, które wyrażałoby równie sugestywnie istotę zapierdalania, Ewelina też nie. hania 2011-04-19 18:42:02 skomentuj (8) scrable Pijemy z namaszczeniem siki świętej Weroniki, przestawiamy klocki, w pełnym skupieniu. Ojciec nie lubi jak rozmawiamy, bo to przeszkadza mu liczyć. Ma trochę racji, ale ile można? Ewelina rzuca znamienną uwagę, że mężczyzna nie znosi jak kobieta choruje, czuje się bezradny, oszukany i wytrącony z równowagi. Z kobietami jest inaczej. Popadamy w zadumę, dlaczego? Ewelina pozornie rozkojarzona nad planszą szepcze empatycznie: "Rozumiem, to nieprzyjemne, trochę tak jakby się pralka zepsuła". Ojciec zupełnienie nie wiedzieć czemu dławi się herbatnikiem. Kurtyna zapada sie w sobie. hania 2011-04-16 01:21:01 skomentuj (2) symptomy wiosny Zdezorientowana dynia postanowiła pęknąć. I mieć spokój. Zaatakowana ibupromem zaniechała postanowień, po prawdzie lękała się obnażyć szalejącą w niej pustkę. Nogi zmiękły i założyły protest w obliczu schodów. Wszystko jest ponad siły, a wypada jeszcze posprzątać balkon. I mieć nogi. Wydepilowane i ciemne. A błyskawiczne schudnięcie stalo się warunkiem nad warunkami i matką wszystkich warunków. A wszystko przez tę sucz. Przylazła z migreną, wymaganiami i worem śmieci. We wianku. hania 2011-04-04 00:11:23 skomentuj (13) przepraszam Nie piszę. Bo gdybym pisała, to wyszłaby z tego gorycz w czystej postaci, do ogólnego użytku. A że nie jest to towar deficytowy i ludzkośc ma tego pod dostatkiem, dlatego nie piszę. Moje życie nie jest fajne, ja nie jestem fajna i nie mam nic fajnego do powiedzenia. Jeżli to sie zmieni, nie widze takiej możliwości, ale wszystko może się zdatzyć, to na pewno dam znać. hania 2011-02-26 20:36:45 skomentuj (15) |