hania blog

Twój nowy blog

 

„Wyobraź sobie na przykład, że pośliznąłeś się na maślaku i siadłeś prosto w oczyszczone grzyby – objaśniła Too-tiki. – Rzeczą naturalną byłoby oczywiście, gdyby twoja Mama rozgniewała się. Ale nie, nie gniewa się. Natomiast mówi zimnym, miażdżącym tonem: „Rozumiem, że lubisz ślizgawkę, ale byłabym ci wdzięczna, gdybyś się ślizgał z daleka od jedzenia”. Tak mniej więcej.
– Oj, jak nieprzyjemnie – powiedział Muminek.
– Prawda? – zgodziła się Too-tiki. – Właśnie w ten sposób postępowała ta ciotka. Była ironiczna od rana do wieczora, aż w końcu kontury dziecka zaczęły blednąć i zacierać się. W ubiegły piątek już wcale jej nie było widać.
Wtedy ciotka oddała ją mnie, mówiąc, że nie może zajmować się krewnymi, „których w ogóle nie widzi.”
Tove Jansson

Dlatego boję się ludzi  niewpadających w gniew.

3 komentarzy

jesień
ręce opadają
biedne
choćby mówiły wszystkimi językami
nie dosięgną nie dotrą nie przebiją

bezradność nie chce być sama
rodzi wściekłość
i jest moc
i ręce opadają
na wszystko
zwinięte w kułak
ślepe i skuteczne
jak nigdy

Brak komentarzy

dół srół

żenujący jak tycie
bicie albo niemycie
co dzień skraca ci życie
o rozdęte dramatem minuty
gdy do niego przykuty
plan rozważasz cykuty, sznura, rzutu na druty
w ciasnociemnym się gmerząc od bycie
łzy wzruszenia nad sobą są wstydliwą chorobą
której obmierzłym wrogom
nie życzę
kiedy wie się co wie się winno się siedzieć w lesie
i pod lupą oglądać poszycie
albo z głupim uśmiechem
nosem, uchem, oddechem
życiu dziwić sie skrycie
gdyż jest w dechę

Brak komentarzy

przecież łagodzę jak mogę kontury i ostre kanty
delikatnie chłodzę wieczory ogrzewam światło
moje fotografie nie mają sobie równych
czy nie jest fascynujący imperatyw przemijania wszystkiego
prócz pewności że zawsze nadejdę
i przyniosę w prezencie kilka prześlicznych dni
żebyś nie czuła
przyczajonego w norze końca lata
dlaczego mnie nie doceniasz
dlaczego mnie nienawidzisz
dlaczego czekasz pod kocem
na listopad

nikt jej tutaj nie prosił zimy wcale nie było nic się więc nie zaczęło i nic nie skończyło że krokusy jak śmiecie na trawę rzuciło kto chce niech się cieszy że słońce i miłość mnie się kibicowanie potwornie znudziło

wejszłam

5 komentarzy

Hm, zapomniałam hasła, a potem nowego hasła też… Ale jesień mamy przecudno. Właśnie. Wcale nie musi być wyrażna, nie jest rysunkiem, nie musi mieć konstrukcji konturów nie musi mieć, ani planów broń Boże. Woli marzenia, jest akwarelą z wyjatkiem wtedy kiedy słońce – wtedy impresją, klasyką gatunku.

zimno

Brak komentarzy

Człowiek Demolka cuchnie strachem. I dobrze. Ze strachem NIC nie wygra. I dobrze. Jak coś Zdumiewającego spotyka Zdumionego Demolkę, to gapi się  zachwycony jak na babkę z piasku, a potem jeb łopatą.  Lepiej tak niż gdyby ono, miało zniszczyć Demolkę. I koniec.
Zima mnie w ogóle nie wkurza i nie wiem o co chodzi, jest jakaś taka rozczulająca w tej swojej upartej desperacji i piękna. Nie myślałam, ze tak lubię zimę.

wiosna

1 komentarz

Ci z długim czerwonym pyskiem siedzą jeszcze w najlepsze w Egipcie,
trawa jeszcze nie za bardzo, a właściwie w ogóle,                                                                                                                                                                           śmietniki stoją cicho, daleko do wiosennego smrodu.

Ale pozimowy brud wylazł był już spod ziemi chyłkiem i tapla się w błocie, a słabość w nogach i sól w oczach potwierdzają diagnozę – że przyszła. Znowu.

synowa

4 komentarzy

- Antek, ja nie wiem jak Twoja kobieta to kiedyś zniesie?!! Ten gnój w pokoju, to będzie nasza potworna porażka!!! 

- Daj spokój, kurde, ona jest normalna.
- Jest? No właśnie. A właściwie jak ona ma na imię? – żenujące pytanie w założeniu cwaniacko podchytwytliwe z matczyną nadzieją uzyskania pojęcia. Czegokolwiek.
- Kordyliera
- ???
- Kordyliera
- Nie ma takiego imienia, jest Kordelia.
- Nie. Kordyliera, mówię.
- Nie ma, góry są. Imienia nie ma.
- Jest. Ona tak ma na imię.
- Pewnie, a jak zdrabniasz?
- Normalnie, Kurde. 

Zrobił to pod swojemu. Można się było tego po nim spodziewać. Chyłkiem. Bez pytania, bez porozumienia, bez uprzedzenia. Nie licząc się z nikim. Zupełnie jakby życie było prywatną własnością do dyspozycji. A przecież razem z nim w Meksyku umarł czyjś kawałek bez znieczulenia. Jakim prawem?
Żył lekkim krokiem /modelował sushi w swojej maleńkiej kuchni tańcząc na palcach między szafkami/
jakby potężne ciało było tylko kostiumem, o którym zapomniał. 
Nie rozumiem pustki. Próbował mnie nauczyć nurkowania w ciemnościach, ale nie wytrzymałam. Uwielbiał czarną głebię i stan kosmicznego zawieszenia bez góry dołu i kierunków. 
Pewnie już połapałeś się w nicości, cholerny cwaniaku.
A ja się ciągle nie moge połapać w słowie nie ma. 
I do końca życia nie zjem bezwiednie żadnej truskawki.

  • RSS